Był sobie taki gość. I mądry był, i pobożny był, i kozakiem też był. Odwagę miał i mówił, co chciał.
Chcę poczytać
Od ponad roku chciałem mieć w swojej bibliotece kilka książek dotyczących pewnej osoby. Fascynowało mnie to nazwisko od dawna. W pewnym momencie ten głód wiedzy, niezaspokojony kartą Wikipedii, pchnął mnie do księgarni. Tutaj pierwsze moje zdziwienie. Pomimo autorytetu, jakim niewątpliwie jest, nic na jego temat ani jego pióra nie jest dostępne. Absolutne braki.
Czas odwiedzić kolejną księgarnię.
Zakupoholizm
Odwiedzam więc za piętnaście przed zamknięciem moją ulubioną księgarnię w Warszawie. Tym razem wybór jest, i to dosyć spory. Obkupuję się od razu w wiele pozycji. Jedynej, której nie ma, a pytam o nią dociekliwie, jest biografia. Nie byle opis na sto stron. Biografia, w moim mniemaniu, jak nie ma ponad 500 zapisanych drobnym makiem kart, to zwać się inaczej powinna. Znają mnie tu wszak i gdy proszę o zamówienie, dostaję oprócz potwierdzenia uśmiech i zapewnienie, że będzie pewnie w przyszłym tygodniu. Mogę odebrać osobiście lub wysłać posłańca — brata, znaczy się.
Są, zajmują sporej wielkości karton i jadą ze mną te dziesiątki kilometrów do domu. Po przekroczeniu progu od razu chwalę się i kajam przed żoną za spory zakup, dodający kolejne pozycje do olbrzymiej listy nieprzeczytanych książek. Pierwsza reakcja, wiadomix: „Coś ty znów nakupował? Musiałeś aż tyle?”
Po chwili jednak mówię nazwisko. Ton żony od razu się zmienia. Może pamięta, że od jakiegoś czasu narzekałem, że w księgarence u Dominikanów znów nic o nim nie mieli.
Może się nawet ucieszyła moim udanym połowem i choć przez chwilę będziemy się wspólnie radować.
Oczywiście obiecuję, że te przeczytam i to w pierwszej kolejności.
Aktualnie nawijam wszystkim o tym, jak ciekawa jest pozycja o Bieszczadach. Tobie też nawinę, tylko za chwileczkę.
Nic, kompletnie nic
Biografia start! Czytam zachłannie i niby wszystko jakoś tam koduję w głowie. Jest już jednak połowa i gdybyś mnie dzisiaj zapytała/-ał, co pamiętam, to powiem… dokładnie to samo, co powiedziałbym 300 stron wcześniej — to prawdziwy, taki najprawdziwszy autorytet. Nic więcej, żaden cytat, żadna nazwa miejscowości, choć kilka pamiętam. Gdzieś ta historia pierwszych kilkudziesięciu lat jakoś już się delikatnie świeci w głowie. Nie na tyle jednak mocno, żeby zreferować ją choćby w 20 punktach.
I wiesz co? To absolutnie nie ma znaczenia. W tym wypadku daty i nazwiska są nieistotne. Ja to sobie czytam dla siebie i zapominam też dla siebie. Nie będę zdawał egzaminu. Jeśli Tobie nie wystarczy stwierdzenie, że to JEST prawdziwy autorytet, to sama/-am doczytasz więcej.
No bo podzielić się chciałem
Tak jak te pierwsze, tak i te ostatnie sobie doczytam; sam, dla siebie.
Ty jednak usłysz już dzisiaj. Usłysz i dowiedz się czym prędzej. Zrozum, skąd on czerpał tyle sił. Naśladuj to męstwo i nieugiętą wiarę. Nie czekaj, aż Ci ktoś zreferuje cały życiorys. Rozmarz się na myśl: „Jak wspaniale byłoby go poznać, porozmawiać”.
Możesz, wiesz, że możesz… pomodlić się i błagać o wstawiennictwo błogosławionego Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
